Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recencje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recencje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 sierpnia 2016

♥45 - Recenzja: Kiera Cass - "Syrena"

Hej kochani!
Ahh, ostatnio mam tyle pomysłów na nowe wpisy, że aż nie wiem za co pierwsze się zabrać :P
Z racji tego, że dawno nie znalazł się tu żaden wpis o książkach - postanowiłam napisać recenzję.
Dzisiejsza recenzja będzie dotyczyła książki, która towarzyszyła mi podczas wakacji w Hiszpanii.
Powiem szczerze, że byłam niesamowicie szczęśliwa że właśnie ją zdecydowałam się zabrać ze sobą - bardzo wpasowała się w tamtejszy klimat :)
Mowa oczywiście o "Syrenie" autorstwa jednej z moich ulubionych autorek, Kiery Cass.
Po przeczytaniu trzech bestsellerowych tytułów tejże pisarki byłam tak zachwycona, że wprost musiałam sięgnąć po czwartą. Postanowiłam jednak zrobić sobie chwilową serię od "Selekcji" i w moje ręce wpadła właśnie owa "Syrena".


Kahlen to syrena, która musi być posłuszna rozkazom wydawanym jej przez Ocean. Jej głos, odbierający rozsądek i budzący pragnienie rzucenia się w morską toń, jest śmiertelnie groźny dla ludzi. Akinli to zwyczajny człowiek – pełen ciepła, przystojny chłopak, dokładnie taki, o jakim od dawna marzy Kahlen. Jeśli się w nim zakocha, narazi ich oboje na ogromne niebezpieczeństwo… ale nie jest w stanie wytrzymać rozłąki. Czy zaryzykuje wszystko, by pójść za głosem serca?

Pierwszą rzeczą na którą najpierw zwróciłam uwagę w tej książce był jej opis, który totalnie mnie zaintrygował. Nigdy nie czytałam książki o żadnej syrenie, więc pomysł na lekturę wydawał mi się bardzo oryginalny i ciekawy.
Taka właśnie okazała się książka - lekka, ale zarazem trzymająca w napięciu, niebanalna i jedyna w swoim rodzaju - czyli główne cechy książek pisanych przez Kierę Cass.

Główną bohaterką jest tu Kahlen - dziewiętnastoletnia dziewczyna, która po utracie życia na skutek utonięcia w oceanie, staje się jedną z syren. Prowadzi bardzo ciężkie i nieprzyjemne życie, jednak mimo tego stara się jak najlepiej wykorzystać swoje 100 lat służby. Kahlen to bardzo inteligentna osoba o wielkim sercu i mimo że należy do raczej skromnych osób, w głębi duszy jest odważna i potrafi postawić na swoim. Powiem szczerze, że bardzo ją polubiłam i nie znalazłam w jej osobie prawie żadnej negatywnej cechy. No może oprócz zachłanności która występowała u niej w dość sporym stopniu ;P
W książce po kolei opisywane jest życie dziewczyny - pod wodą zarówno jak i na lądzie. Bardzo dokładnie opisane są tu emocje jakie odczuwa główna bohaterka, dlatego z łatwością możemy się w nią wczuć i przeżywać przeróżne chwile z jej życia.
Czasami bardzo współczułam Kahlen jej niemożności do wielu rzeczy, bo mimo że  pełniła służbę jako śmiertelnie niebezpieczna istota, w środku była tak na prawdę zwykłą młodą kobietą, która do szczęścia potrzebowała głównie miłości. No właśnie, miłości.  pewnego dnia nadszedł ten dzień, kiedy Kahlen wbrew zasadom poznała kogoś, kogo pierwszy raz w życiu obdarzyła wielkim uczuciem, chciała spędzić z nim jak najwięcej czasu, a najchętniej całe swoje życie. Akinli również pokochał Kahlen, mimo iż była niema i jedynym sposobem na nawiązanie z nią kontaktu było pisanie na papierze. Niby nic nie stało na drodze do wspaniałego i udanego związku, ale jak mogła to zrobić? Nie mogła przecież dać się ponieść miłości, skoro pełniła służbę w głębiach oceanu. Zdrada groziła utratą życia nie tylko syreny, ale także drugiej osoby, a ona nie chciała skrzywdzić Akinlego, byłoby to przecież niesprawiedliwe. Wyobraźcie sobie, że niezwykle bardzo czegoś pragniecie, ale jednocześnie wiecie że to nie może się spełnić. Z tym właśnie uczuciem musiała żyć główna bohaterka tej książki. Jak sobie z nim poradziła? Czy miłość faktycznie przezwycięża wszystko?
Tego dowiecie się, czytając tę książkę.

Moje wszystkie wymagania związane z tą książką zostały spełnione. Jestem pod wielkim wrażeniem, jak wielką kreatywnością i lekkością pisania wykazuje się autorka, pisząc swoje opowiadania.
Jej styl niesamowicie mi się podoba i jestem pewna, że nie jest to moja ostatnia lektura, jakie pani Cass ma do zaoferowania. Jeżeli nie czytaliście nigdy żadnej z Jej książek, koniecznie musicie to nadrobić :)

Moja ocena: 9/10
~Avellime

 

niedziela, 24 lipca 2016

♥39 - Recenzja: kawy z Costa Coffee

Hej kochani!
Ostatnio nadarzyło się wiele okazji na to, abym mogła odwiedzić moją ulubioną kawiarnię.
Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, bo jak już zapewne wiecie - kocham kawę pod każdą postacią, a tu jest ona po prostu wyśmienita.
Z racji tego że w te wakacje dość często tam się zjawiam, udało mi się już przetestować kilka kaw  o których chciałabym Wam dzisiaj napisać.

Zacznijmy od tego, czym jest w ogóle Costa Coffee?
Śmiało mogę zaliczyć tę kawiarnię do moich najbardziej ukochanych miejsc na całym świecie. Oprócz delektowania się wspaniałą kawą, możemy również zjeść pyszny deser, wsłuchiwać się w wspaniałą muzykę i zachwycać się tamtejszym niezwykle ciepłym i przytulnym klimatem.
Uwielbiam to miejsce!



Kawiarnia ma w ofercie bardzo dużo wszelkiego rodzaju napojów - od rozgrzewających w chłodne dni kaw aż do mrożonych, świetnie orzeźwiających w upalne dni smoothies.

W dzisiejszym poście chciałabym podzielić się z Wami moją opinią na temat czterech przeróżnych kaw. Testowanie ich sprawiło przeogromną przyjemność :)

1. Chai latte - Tiger
Czyli połączenie słodkiego latte z cynamonem i kardamonem. Brzmi świetnie, ale jak smakuje?
Otóż dokładnie tak samo! Na początku bałam się że okaże się to być ciężki i gorzki smak kawy z przyprawami korzennymi, ale na szczęście się myliłam. Pomimo bardzo mocno wyczuwalnego cynamonu z kardamonem, kawa jest słodka co jak najbardziej mi odpowiada. Polecam miłośnikom słodkich ale nie przesłodzonych kaw, które kuszą swoim niebanalnym smakiem.



2. Caramel Macchiato
Latte z dodatkiem dużej ilości karmelu z nutą wanilii. Karmel jest tu bardzo mocno wyczuwalny, z pewnością dominuje w tej kompozycji. Wanilię czuć dużo mniej gdzieś tam w tle, ale faktycznie jest. Smaczna kawa, ale jak dla mnie zdecydowanie za słodka. Kawa dla prawdziwych miłośników słodyczy ;)


Teraz przejdźmy do oferty sezonowej, która zawiera dwie nowe kawy, a mianowicie ciasteczkową mochę i migdałowo - wafelkową latte. Obydwie nowości będą dostępne tylko przez ograniczony czas, więc polecam jeszcze teraz je wypróbować :)



3. Ciasteczkowa mocha
Espresso z dodatkiem czekolady i maleńkich kawałków ciasteczek. Wbrew pozorom jest to najmniej słodka kawa ze wszystkich czterech przeze mnie dzisiaj opisanych. Czekolada jest bardzo mało słodka, raczej powiedziałabym że jest to czekolada gorzka, albo zwykłe nieposłodzone kakao. W czekoladowej mieszance pływa wiele małych ciemnobrązowych ciasteczek, zapewne również kakaowych. Całość smakuje całkiem dobrze, chociaż ja spodziewałam się bardziej słodkiego i intensywnie czekoladowo-ciasteczkowego smaku.

4. Migdałowo - wafelkowa latte
Latte z syropem migdałowym i pokruszonymi wafelkami, czyli mój nowy ulubieniec.
Kiedy zobaczyłam że do oferty weszła kawa z dodatkiem moich ukochanych migdałów, nawet się nie zastanawiałam nad wyborem. Tak jak przypuszczałam,  smakowała wyśmienicie. Migdały przeplatają się wraz z wafelkami, tworząc świetną, słodką kompozycję. W przeciwieństwie do kawy opisanej przeze mnie powyżej, smak tej jest bardzo intensywny. Szkoda że jest ona dostępna tylko w ofercie specjalnej, bo jest naprawdę smaczna!

A jakie kawiarnie Wy lubicie najbardziej?

poniedziałek, 11 lipca 2016

♥37 - Recenzja: Yankee Candle - Mango Peach Salsa

Hej kochani!
Wielkie upały niestety powróciły. Mam nadzieję, że szybko się ochłodzi bo nie przepadam za taką pogodą. Mimo bardzo wysokiej temperatury, nie zrezygnowałam jednak z palenia wosków i świec zapachowych ;)
W lato staram się palić jak najdelikatniejsze i nieprzytłaczające zapachy, a ten który Wam dzisiaj opiszę jest właśnie jednym z nich.

Splątane w tanecznym uścisku i poruszające się w rytm salsy owoce tworzą wokół siebie nastrój cudownej, letniej egzotyki. Salsa sporządzona z dojrzałych cytrusów, soczystego mango, uwodzącej słodkim nektarem brzoskwini to prawdziwy, tropikalny koktajl, dla równowagi doprawiony szczyptą różowego pieprzu i pobudzającego imbiru. Owocowy taniec, owocowy shake, owocowa przygoda przeżywana na rajskiej plaży. Po prostu – doskonale skomponowany, pięknie pachnący, w pełni naturalny wosk Mango Peach Salsa, który zaprasza do tańca, karmi ciało i uwodzi zmysły obietnicą egzotycznych wakacji.

Ogólnie nie przepadam za typowymi owocowymi zapachami, ale postanowiłam zrobić jeden wyjątek i dać szansę temu woskowi.
Sięgnęłam po niego głównie dla tego, że szukałam jakiegoś zapachu idealnego na ciepłe, wakacyjne dni. Na sucho pachniał przepysznie owocowo i odrobinę egzotycznie, więc jak mogłam się na niego nie skusić?
Producent opisuje ten zapach jako mieszankę mango, brzoskwini, różowego pieprzu i imbiru. Faktycznie, może czuć tu troszkę różowego pieprzu i imbiru, ale raczej gdzieś tam w tle. Na pierwszy plan wychodzą soczyste mango i brzoskwinia, które zdecydowanie dominują nad wszystkimi innymi nutami. Mieszanka tych dwóch owoców pachnie obłędnie owocowo i soczyście, aż chciałoby się ją zjeść. Obrazek na etykiecie idealnie oddaje zapach tego wosku, dla mnie pachnie on po prostu sałatką ze świeżych owoców. Oba owoce czuć równie intensywnie, cały czas się one przeplatają tworząc świetną kompozycję.
Zapach jest bardzo intensywny, ale w żadnym stopniu nie powoduje zawrotów głowy. Po zgaszeniu utrzymuje się naprawdę długo, w moim przypadku czułam go nawet na następny dzień od jego zgaszenia. Dla większości jest to zapewne pozytywna cecha, jednak ja wolę kiedy zapachy po jakimś czasie się ulatniają i znikaja bez śladu. W przypadku tego, musiałam wietrzyć pokój, ponieważ po jakimś czasie zaczął mnie trochę męczyć.
Niemniej jednak polecam miłośnikom intensywnych, owocowych i słodkich zapachów :)

~Avellime


piątek, 10 czerwca 2016

♥27 - Kolejna porcja wosków YC

Hej kochani!
Ostatnio non stop jestem chora. Nie wiem dlaczego, zawsze byłam rzadko chorującą osobą, a teraz moje zdrowie strasznie się posypało. Na ten czas, w którym czuję się okropnie i nie mam chęci wychodzić z wygodnego łóżka, najlepszym rozwiązaniem jest ciepły kocyk, gorąca herbata, dobra książka i... wosk zapachowy!
Pewnie już o tym wiecie, że uwielbiam palić świece i inne cuda które sprawiają że w naszym pokoju roznosi się piękny zapach.  Dlatego też postanowiłam napisać trochę o zapachach, które w ostatnim czasie (niestety) udało mi się wypalić.

Yankee Candle - Snow In Love



Zima lubi dzieci najbardziej na świecie, a Yankee Candle potrafi wszystkich, nawet największych zmarzluchów przekonać do tego, że nawet największy śnieg i mróz można pokochać. Wszystko za sprawą Snow In Love – zjawiskowej, zamkniętej w jasnym wosku mieszanki, która pachnie jak poranny, grudniowy spacer, albo jak szalona przejażdżka na sankach. A to przez obecność nut nawiązujących do zapachu leśnych, przykrytych śnieżną kołdrą drzew połączonych ze świeżym aromatem mroźnego powietrza. Tak przygotowana kompozycja pobudza, napawa energią i sprawia, że nawet największy śnieg i mróz zaczynamy postrzegać w innym, zdecydowanie bardziej pozytywnym świetle. - źródło: www.goodies.pl

Przecudny zapach! Pachnie dokładnie tak, jak byście weszli podczas bardzo śnieżnej zimy do wielkiego lasu, pełnego pokrytych śniegiem drzew iglastych. Jego intensywność jest według mnie idealna - czuć go w całym pokoju, ale nie powoduje bólu głowy. Tak ślicznie pachniał, że nie miałam ochoty w ogóle go zgaszać ;)
Polecam go na długie, mróźne wieczory. (chociaż ja paliłam go nawet w gorące lato)
Na pewno zakupię kolejny egzemplarz, a może nawet skuszę się na świecę.
Ocena: 10/10


Yankee Candle - Black Plum Blossom

Owszem, pojawienie się na drzewkach ciemnych węgierek zapowiada niechybny kres wakacji i nadejście złotej jesieni. Jednak różowe kwiaty śliwy, obficie osiadające na gałązkach w maju i czerwcu, to wyjątkowo urodziwe preludium lata. Zapach i urzekające wybarwienie śliwkowych pąków zainspirowały czarodziejów z Yankee Candle do stworzenia niebagatelnej, bardzo przekornej propozycji na ciepłe miesiące. W ciemnym, fioletowym, cudownie nasyconym wosku odnajdziemy nieco perfumeryjny aromat kwiatów owocowych drzew zmieszany z nutami ciepłej wanilii i drogocennego, białego piżma. Tak stworzona tarteletka urzeka piękną barwą i zniewala wyjątkowym, owocowo-kwiatowym zapachem. Black Plum Blossom to kompozycja wakacyjna, świeża, balansująca na granicy rześkości i słodyczy. Spodoba się przede wszystkim paniom ceniącym dziewczęce, nieco toaletowe propozycje do aromaterapii. Polubią ją też panowie, którzy od letnich wosków oczekują odrobiny smakowitego odświeżenia.

Zapach kupiłam na wielkim spontanie - będąc w galerii, miałam 5 minut czasu na szybkie wejście do pewnej mydlarni. Ten wosk bardzo przykuł moją uwagę, najpierw wyglądem, a potem przecudnym zapachem. Nie mogłam go nie kupić!
Jest to intensywny, bardzo ładny zapach kwiatu czarnej śliwki. W kominku pachniał troszkę gorzej niż na sucho, ale nadal zapach bardzo mi się podobał. Zdecydowanie polecam.
Ocena: 8/10


Yankee Candle - Angel's Wings
Wosk z okolicznościowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: wata cukrowa, płatki kwiatów oraz kremowa wanilia.

Bardzo słodki zapach. Faktycznie, czuć w nim wanilię, trochę kwiatów, oraz intensywną słodycz, kóra jest pewnie watą cukrową. Zapach delikatny i ładny. Jeżeli chodzi o mnie, to minimalnie obniżyłabym jednak  jego słodkość ;)
 Ocena: 7/10

Wszystkie trzy zapachy bardzo mi się podobały. Gorąco polecam :)
~Avellime

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

♥ 11 - Recenzja nowych kolorowanek.

 Hej kochani!
Przepraszam, że nie pisałam. Choroba całkowicie odebrała mi siły i chęci. Teraz postanawiam się ogarnąć i pisać posty regularnie :)
Tak więc jak już wiecie, przez cały zeszły tydzień byłam chora. Oprócz codziennego jeżdżenia na badania siedziałam sobie w domu i się nudziłam.
... żartuję, ja przecież nigdy się nie nudzę!
Przez większość czasu oczywiście leżałam w łóżku, a oprócz tego kolorowałam i czytałam.
No właśnie, co do kolorowania - ostatnio tak się w to wkręciłam, że najchętniej tylko bym siedziała i kolorowała. Na początku postanowiłam, że muszę skończyć pierwszą kolorowankę, a dopiero później kupię sobie następną. Mimo to, w magiczny sposób, w mojej kolekji znajduje się aktualnie pięć książek.
Dzisiaj moja mama sprawiła mi wielką przyjemność i kupiła mi dwie nowiutke książeczki.
Oto one:

"Malowany Świat Zwierząt" - Agnieszka Kamińska


Przykładowe rysunki:



 Powiem wam, że ta kolorowanka bardzo mi się podoba. Można znaleźć w niej rysunki przeróżnych zwierząt, które są naprawdę bardzo ładne. Papier też wydaje się być dobry - będzie mi się łątwo i przyjemnie kolorować ;)


Kolejna kolorowanka to "Koty"




 Tą kolorowanką jestem zachwycona. Jest niewielka i poręczna, przez co łatwo będę mogła wziąć ją ze sobą np. w podróż. Można tu znaleźć wiele ślicznych (i uroczych) rysunków, od tych najłatwiejszych po te bardziej skomplikowane, z mnóstwem maleńkich szczegółów. Jeżeli chodzi o papier, to jest świetny - biały, twardy, bardzo fajnie się na nim koloruje. Nie mogłam się powstrzymać i pokolorowałam już jeden rysunek :)
Myślę, że ta kolorowanka może stać się moją ulubioną ;)

Podsumowując, obie kolorowanki są wspaniałe i stanowią odmianę dla moich trzech pozostałych, gdzie znajdują się same kwiaty i rośliny.

Do Następnego Wpisu ♥
~ Flomathea

środa, 9 marca 2016

♥02 - Recencja balsamu do ust Perfecta Softlips.

Hej kochani!

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić recenzję mojego nowego balsamu do ust, a mianowicie - Perfecta Softlips.














Produkt ten dostałam w prezencie na Dzień Kobiet (spóźnione, ale wszystkim kobietkom życzę wszystkiego najlepszego!!!). Nie miałam więc wpływu na to, jaki smak/zapach mi się trafi, aczkolwiek jestem dość zadowolona, bo jest to truskawkowy.

Oprócz zapachu truskawki, dostępne są również: Granat i jagoda, mango i brzoskwinia, wanilia oraz mięta.

                                                   
       Wygląd
Tak wygląda balsamik w całości. Jego opakowanie jest w całości przejrzyste, tylko dół jest w kolorze jasno różowym. Według mnie jest bardzo ładne ;)


 Jeżeli chodzi rozmiar opakowania, to jest ono malutkie i poręczne, co jest według mnie dużym plusem. Bez problemu możemy schować je do małej torebki, a nawet do kieszeni.

Wydajność i ocena
Produkt ten ma nawilżać, wygładzać, nabłyszczać i chronić nasze usta. 
Po nałożeniu faktycznie spełnia on zadania, które obiecuje nam producent, jednak nie jest to zbyt długotrwały efekt, i usta po jakimś czasie wracają do poprzedniego stanu. Dzięki mentolowi, który również znajduje się w składzie, możemy poczuć lekkie mrowienie i zapach mięty, co ja osobiście bardzo lubię. Jeżeli chodzi o zapach, jest on bardzo specyficzny. Raczej nie czuć w nim sztuczności, ale nie opisałabym go jako typowy zapach słodkiej truskawki. Według mnie jest to taki smak miętówki truskawkowej, w której bardzo dobrze czuć miętę, chociaż nadal to nie to, bo trudno jest mi go określić
Ogólnie myślę, że jest to taki typowy produkt do torebki, którym w czasie potrzeby można nawilżyć swoje usta. 
Moja ocena to 7,5/10

Do Następnego Wpisu ♥
~Flomathea

                   

Post Ads (Documentation Required)

Author Info (Documentation Required)